wtorek, 12 sierpnia 2014

Malezja - Malacca

Historię pod tytułem "Melaka" muszę zacząć od... Cameron Highlands. To stamtąd planowałam dostać się do Melaki. Jako że moja podróż do Malezji jest pod znakiem nowych wrażeń, postanowiłam dotrzeć do Kuala Lumpur stopem! Miałam kompankę - chciała dla bezpieczeństwa kupić bilet autobusowy. Jak się jednak okazało, nie było już żadnych wolnych miejsc. Byłyśmy więc trochę zmuszone, ale bardziej podekscytowane, że jednak ze stopa nie rezygnujemy.

Tak oto znalazłyśmy się na drodze z ładnie wymalowanym napisem "Kuala Lumpur". Było wcześnie rano, stąd ruch niewielki. Przejechało mniej niż 10 aut i upłynęło mniej niż 10 minut, zanim ktoś się zatrzymał! Miła rodzinka zawiozła nas do Kuala Lumpur, wcześniej zaprosiła na lunch i poczęstowała różnymi owocami. Podróżowanie stopem pozwala usłyszeć naprawdę ciekawe historie życia losowych osób. Bywają to zadziwiające i pouczające lekcje..

W Kuala Lumpur rozpoczęła się moja już jednoosobowa wycieczka do Melaki - tym razem autobusem. Na miejsce dotarłam około 19, więc autobusy do mojego hostelu już nie kursowały. Wada publicznego transportu w całej Malezji - wieczorną porą można liczyć tylko na mafię taksówkową. Dotarłam do hostelu pieszo. Wysiłek wynagrodziła mi starsza pani z Anglii, która z podziwu dla odwagi i wytrwałości dała mi większy i ładniejszy pokój. I pochwaliła mój angielski!

Melaka, Malacca. Pierwsze słowo, jakie przychodzi mi na myśl, gdy przypominam sobie to miasteczko - urokliwe. Melaka jest przeurocza! Promenada idąca wzdłuż rzeki jest zadbana i czysta. Palmy wszędzie naokoło są oczywistością w Malezji, tutaj jednak dodawały rzece charakteru.

W tle wejście do indyjskiej części miasta - Little India. 

Wieczór z nowo poznanymi przyjaciółmi z Włoch.

Promenada wzdłuż rzeki.

Plac przy najważniejszym budynku miasta - tak zwanym "Red House".

Mnóstwo jedzenia - właściwie na każdym kroku przy ważniejszych ulicach miasteczka.









Słynne kolorowe, kwiatowe rowery, przez tubylców nazywane "beca" - jadąc można posłuchać muzyki!



Kawiarnia była pełna podróżników (i mnie!), słynna na tyle, by znaleźć się w jedynym porządnym przewodniku po Malezji wydanym przez Lonely Planet. Praktycznie każdy turysta miał taki pod ręką.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz