Pierwszym miejscem, jakie odwiedziłam w Malezji, było Kuala Lumpur. Ciekawostek na każdy temat jest od groma - o jedzeniu, o środkach lokomocji, o ludziach. O ludziach można opowiadać godzinami, i o "localsach" i o turystach. Posłużę się zdjęciami i krótkimi opisami, w końcu widząc łatwiej jest chociaż odrobinę poczuć.
 |
| Twin Towers, Petronas Towers - obowiązkowy punkt programu zwiedzania Kuala Lumpur. Obowiązkowe zdjęcie pod bliźniaczkami również należy zrobić. |
 |
| W dzień eleganckie, w nocy jakby żyją, czerwienią się i złocą. |
 |
| Wygląda jak znany nam tramwaj, prawda? Nic bardziej mylnego. |
 |
| Nie dosyć, że jeździ się nad ziemią, to jeszcze tylko po jednej szynie. Ten środek lokomocji nazywa się "monorail", czyli kolej jednoszynowa. Widoki bywają ładne, a bywają też mniej urokliwe - zniszczone dachy i odrapane ściany. |
 |
| Wielki market elektroniki. Moje osobiste doświadczenia mówią, że zwykle tanio nie znaczy dobrze. Niby oczywiste, prawda? :) |
 |
| Ulice są zwykle szerokie, dwa pasy to absolutne minimum. Dla aut - super sprawa. Dla pieszych - gorzej. Chodniki i przejścia dla pieszych występują na tyle sporadycznie, że można równie dobrze powiedzieć, że takie coś tutaj nie istnieje. |
 |
| Ale ten brak zupełnie w niczym nie przeszkadza! Po kilku dniach człowiek przyzwyczaja się do chodzenia poboczem i przekraczania ulicy pełnej aut. Malezyjczycy mają do tego na to dodatkowy sposób - wystarczy wyciągnąć rękę w bok, co jest magicznym znakiem dla aut, mówiącym "Uwaga, idę!". Zapomniałabym! Należy się jeszcze przestawić na przeciwny kierunek jazdy. Po kilku bliskich spotkaniach z jadącymi autami, nauczyłam się, w którą stronę najpierw patrzeć, przechodząc przez ulicę. |
 |
| Taksówkowa mafia. Biało-czerwone z metromierzem są jej najbardziej uczciwą częścią. Jedna z pierwszych wskazówek, jakie dostałam, jadąc do Kuala Lumpur - nie wsiadaj do niebieskich taksówek. Podwajają cenę, tak o, to za ten niebieski kolor? Publiczny transport umiera po godzinie 23, więc tym trudniej unikać taksówek. |
 |
| Miasto tętni życiem wieczorami najbardziej w tzw. "food court'ach", gdzie stragan przy straganie można kupić owoce lub zjeść coś specjalngo. |
 |
| Tutaj smakowałam ryżu smażonego z kurczakiem i dodatkami podanych w takim właśnie naczyniu. Na szczęście narzędziami były widelec i łyżka, a nie pałeczki.. :) |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz