To miało być przyjemne 5 kilometrów. W jedną stronę. I, o dziwo, mimo upału, nieziemskiego zmęczenia wynikającego z nieprzyzwyczajonego do wspinaczki organizmu, takie właśnie było! 5 kilometrów drogi powrotnej było już znacznie przyjemniejsze, chociaż nie krótsze ze względu na częste fotograficzne przystanki.
Dużo czytałam o górach śmieci leżących na poboczach i zaniedbanym przez państwo parku, jednak zupełnie tego nie zauważyłam. Było przyjemnie, szczególnie dzięki ludziom. Panuje tutaj tradycja witania się ze współwspinaczami, jak dawno temu na szlakach górskich w Polsce. Bardzo przyjemny zwyczaj. Jak zwykle odpowiedziałam wiele razy na często pojawiające się pytanie "Skąd jesteś?!". Z Polski jestem, z Polski, daleko od domu. Spotykałam się tylko z pozytywnymi reakcjami.
Samą przygodą było dotarcie do parku. Z mojego miejsca pobytu Gunung Pulai było oddalone o marne 25 km. Bardzo blisko, gdy jest się w posiadaniu samochodu. Znacznie dalej, czy się go nie ma, a transport publiczny do tego miejsca nie dojeżdża. Ani nawet w pobliże tego miejsca. Ale od czego są mili ludzie! Dotarłam stopem, a właściwie zostałam na niego złapana. Ostatnio częściej to stop łapie mnie, niż odwrotnie. Miła, chińska rodzinka zawiozła mnie prosto na miejsce, martwiąc się o mnie znacznie bardziej, niż ja sama!
Wróciłam do domu dokładnie w ten sam sposób, podwieziona prosto pod drzwi!
Celem zupełnie nie był szczyt, a sama droga. Na jej końcu stał pan i sprzedawał spragnionym wodę. Po drodze cieszyłam oczy głęboką zielenią roślin i uroczymi widokami. Na potwierdzenie - zdjęcia!
![]() |
| Wejście do parku. |
![]() |
| Jeden z kilku niewielkich wodospadów. |
![]() |
| Widziałam już wiele motyli w specjalnym parku, ale w końcu uchwyciłam je również na wolności. |














Brak komentarzy:
Prześlij komentarz